Właściwie nic 2

Iluzjonista pokazuje świat prawdziwy, lecz ludzie zaprzeczają. Co w tym jest nieprawdą?

Że prawdziwy, a może zaprzeczenie przecież niektórzy mówią, że Boga nie ma. Ale większość wyciąga go z cylindra. Znamy zasady tej sztuczki - albo odpowiedni cylinder, albo stolik pod nim. Jeszcze są rękawy oraz zakryte w nich miejsca. Otaczamy się złudzeniami, czasami tak trzeba, lepiej znosimy siebie. Zrobiliśmy wszystko dla połączenia w masę naszych indywidualności. Oblepiliśmy się religią, władzą, biurokracją. Kilkadziesiąt lat oszukiwania, poniżania oraz wykorzystywania nazywamy życiem. Głupota jest określana jako prawo, udawanie staje się obowiązkiem. Chyba wymyśliłem to, przecież iluzja ma przekonać do czegoś wspaniałego, jednocześnie możliwego. Codzienność jest inna, uporządkowana, pełna wiarygodnych działań. Ludzie zadowoleni nie zastanawiają się nad sensem. Mają wszystko podane wiarygodnie na tacy, pytania przecież tylko komplikują byt myślących istot. Niektórzy uciekają w labirynt natury, inni na bagna uzależnień dobrze jest zaciągnąć jakiś kredyt tak jednoczący ludzi. Stworzyliśmy cały przemysł maskowania naszego człowieczeństwa. Nie ma tam miejsca na odpoczynek, prostotę, zastanowienie, ciepło i dotyk. Przecież nawet kosmos tak się śpieszy. Ale to kolejne złudzenie, mimo prędkości ta przestrzeń jest podenerwowana lecz nie wymyśla sobie niepotrzebnych zadań. Nie goni za potrzebą udowadniania sensu. Czy samo istnienie jest głupie? Ludzie chyba tak myślą. Piętrząc problemy, pytania, wymagając od siebie i innych pracy i działań, które nic nie dają. Lubimy mieć cel, dawać ruch naszym ciałom, żeby istnieć pokazać naszą przydatność. Ale czy naprawdę ktoś tego wymaga, ktoś rzeczywiście powinien to oceniać? Im stawaliśmy się mądrzejsi (w pojęciu cywilizacji), tym głupiej zaczynaliśmy postępować. Więcej możliwości wypełniania czasu - tym było go mniej. Mówi się o rozwoju duchowym, a tymczasem materia coraz bardziej nas otacza. Nie mamy pojęcia o naszych możliwościach ponieważ wokół wyprodukowaliśmy tyle zamienników. Nasze dłonie stały się tak małe. Już nie trzymamy w nich muszli i nie bawimy się zwykłymi przedmiotami. Jak nigdy dotychczas. Nie potrafimy już dotykać kamieni, z drewna zrobić otoczenie. Jest tyle informacji, wystarczy tylko wyjść poza miasto. Z drugiej strony jest wiele czynności, które maszyny mogłyby za nas wykonywać. I tu, jak głupcy, co jest niezrozumiałe ciągle unikamy tego. W innych dziedzinach - mechanicznie i elektronicznie uzupełniamy swoje możliwości powoli je zatracając. Tak wycofujemy się chwaląc się, że dążymy do gwiazd. Od piasku, drewna i kamieni droga do tabletów niczego, póki co, nas nie nauczyła. Mistyk, który na platformie swojego osiedla słucha jakiegoś retro minimal-techno, na playerze Hi-Fi, jednocześnie będąc klonem swojego wzorca z XXI wieku. Do takiego poziomu brakuje nam odpowiedniej wiary i przekonania większości, że życie wieczne, które religie nam oferują - może okazać się o wiele gorsze niż śmierć bez nadziei, zakończona pustką i nicością. Możemy wybierać dużo możliwości, gromadzić doświadczenia swoich dni. Budować gmachy wiary i stosować wykończenie w postaci religii, przy okazji zapominając o instalacji rozsądku i dopuszczalnego zwątpienia oraz zastanowienia. Ale i tak tracimy to, co najważniejsze - czas na zrozumienie tej pustki i nicości. Wprowadzamy do gry (nie inaczej traktujemy życie) te nasze używanie słów, prowadzone rozmowy na szczeblu nieistotnej drabiny, czytanie opowieści ludzi (a my, to kto?) dla ludzi o sytuacjach, problemach, jedzeniu i piciu, niesamowitych przygodach w łazience, kuchni oraz samochodzie, tym samym czym karmimy codziennie siebie. Wszystko jest w nas, tylko chyba nie chcemy siebie zauważyć, zrozumieć, pomóc, wytłumaczyć. W naszych znajomych chcemy odnaleźć siebie, jednocześnie mamy nadzieję, że wspólnie znajdziemy tyle brakujących chwil.

Wspomnienia być może mnie ukształtowały. Myśląc o czymś niewykluczone, że powtarzam słowa kogoś z przeszłości. Jest we mnie, ja jestem kontynuacją. Nie ma w tym nic z boskości, unikając takich skojarzeń - nie ma podpowiedzi oraz mistycznego wyjaśniania. Świat nie potrzebuje nadziei, nie ma zamiaru być karmiony iluzjami. Wytrzymał tyle zdarzeń, był narażony na braki doświadczenia. Wpatrzony w eony lat trwania raczej pojedynczych przypadków nie zauważa. Nie można go zainteresować przelotnymi modami. Człowiek, jeżeli chce być trwałym elementem czasu, powinien przede wszystkim zauważyć siebie. Nie bogów, którzy zabawiają się w mistyfikacje. Namawiają do czynów niebezpiecznych i niezrównoważonych. Ci bogowie, to oczywiście tylko wyrażenie i przenośnia. Ale, czy do końca?

Klatka, czasami wypełniona jest gwarem oraz ruchem piór. Czasami jednak, przez pręty ścianek widoczne są przestrzenie wokół niej. Wtedy świat pustki, bez życia jest tylko otoczeniem obserwatora. Jego obserwacja może mieć jakieś znaczenie. Albo, niczemu nie służąc, uzupełnia tylko nicość. Być może są to miejsca, które usiłujemy w pewien sposób zapełnić, wytłumaczyć. Na przykład wspomnieniami albo wyobrażeniami. Złudzenia często nas budują albo imitują. Czy jesteśmy pewni tych przestrzeni tworzonych na bazie pracy mózgu, który nie zawsze odtwarza rzeczywistość? Czyli, właściwie co? Przecież opisy i dowody powstały w innym mózgu - może także ułomnym. Coś jest w chmurach, lecz jak tego dowieść?